Abayo..

21 02 2008

Witam, już wiem że piszę te słowa po raz ostatni na szczątku tego co miało być w pewnym sensie moim blogiem. W życiu każdego człowieka jest pewien etap, etap w którym zamyka on pewne rozdziały w swoim życiu. Parę dni temu pomyślałem że już jest ten czas, aby skończyć swoje ‘Uzależnienia’. Raczej to koniec, nie chce mi się nadal ciągnąc tego samego sznurka, który najwidoczniej ma nieskończoną długość liczoną w kilometrach. Tak więc zamykam tamten plik i otwieram kolejny, przejmując szczątkowe zdania, zaczerpując nowe inspiracje.. Po raz ostatni chciałbym podzielić się szczątkiem pewnej mojej myśli..

‘Zauważyłem, iż ostatnio modny jest trend używania trudnych słów przez młodzież. Nie raziłoby to tak bardzo, gdyby nie fakt, iż niektórzy nie wiedzą nawet o czym mówią. A ja płynę z nimi na jednym i tym samym okręcie, który być może zaprowadzi mnie do literackiego nieba trudnych wyrazów oraz niezrozumiałych zdań. Wypadłem z trybu pewnej maszyny i zacząłem budować nową. Martwię się tylko tym, iż ta nowa może wcale nie działać, a ja już nigdy nie będę potrafił przywrócić do życia tej poprzedniej. Zatem znajdę nową pasję. Może zacznę zbierać liście albo puste butelki. O.. Jak ten alkoholik który z pustych flaszek po wódce stworzył w swoim mieszkaniu nowe ściany działowe, dzieląc apartament na miliony pomieszczeń. Pomieszczeń głównie do nocnego alkoholizowania się. I tak zmarł po paru miesiącach, gdyż tak na prawdę nie potrafił znaleźć własnych drzwi wyjściowych w całym tym labiryncie. Labiryncie szklanych flaszek. Pustych. Z poodrywanymi etykietkami, lezącymi szczątkowo na podłodze, wlepiając się w wykładzinę.’

Tak więc to koniec, życzę miłego dnia i dziękuje za poświecenie mi odrobiny czasu..

PS. ‘Do trzech razy sztuka’ – tym razem będzie do dwóch, po raz drugi udostępniam możliwość komentowania zlepków, które miałeś/aś ochotę czytać. Możesz napisać przepis na budyń, wpisać swój numer konta czy chociażby pozdrowić babcię.. Standardowo nie dbam o to.. Btw. i proszę jeśli już chcesz coś napisać, to nie pisz że ładnie złożyłem jakieś zdanie, że gdzieś zrobiłem jakiś błąd.. Ja to doskonale wiem..

Do zobaczenia w świecie pośrednim..

[KG] [EK] [AW] [MZ] [BC] [MB] [MD] i wszyscy Ci o których zapomniałem..





Osiągnięcia

27 12 2007

Każdy kiedyś dorósł – albo dopiero co dorośnie – do etapu w życiu, w którym będzie musiał się rozliczyć z rzeczami, które osiągnął do chwili obecnej. Dobrze byłoby, gdyby osiągnięcia te były łatwe do odczytania z naszego umysłu, coś w stylu złotego medalu na Mistrzostwach Świata w badmingtona. Ba, wtedy to nawet nie musielibyśmy o tym pamiętać, gdyż pamiętaliby o tym ludzie, którzy mijają nas na ulicy. Oczywiście to opcja na to że nasza gębą byłaby powszechnie rozpoznawana.

Ale na 99% jest inaczej. No chyba że się mylę. Choć mylić się jest rzeczą ludzka, uznajmy że tym razem pozostaje nieomylny. No więc jesteśmy zwykłymi szarakami, obywatelami nierozpoznawalnymi wśród tłumu przez ludzi, których nigdy nie widzieliśmy na oczy. A więc jesteśmy jednostkami, które w zaciszu własnych czterech ścian rozliczają się z własnego życia. Nikt nie pokaże nam krótkiego filmu w stylu „10 minut z życia Jacka Malocha”. Co będzie w takim razie naszym osiągnięciem? Oceniając świat poprzez pryzmat przeżytego życia – całe 23 lata – mogę wyciągnąć jakieś wnioski. A raczej jedynym wnioskiem jest brak sformułowanych wzorców oraz tez na wyżej postawione pytanie. Oceńmy życie na swój sposób: największym osiągnięciem pani Krystyny może być emerytura w wysokości 700 złotych, pan Staś natomiast będzie cieszył się z nowego Audi 80 o kolorze zgniłej wiśni. A Jerzy będzie żył z dojenia krów – i to będzie jego głównym życiowym osiągnięciem na miarę odkrycia antybiotyków. Z powyższego przykładu możemy śmiało zauważyć, że każdy traktuje życie na swój sposób i inaczej je ocenia. Ale co jeśli chodzi o osiągnięcia na szczeblu, na którym są oceniani wszyscy ludzie? Są nimi: doświadczenie oraz wykształcenie – przynajmniej te dwa chciałbym włączyć do tej dysputy. Szalenie ważne czynniki, które (niby) świadczą o człowieku, te dwa „słupki” mają za zadanie pnąć się jak najwyżej, wznosząc nas ponad inne jednostki. Ale co jeśli ktoś nie ma na to zajawki i po prostu żyje sobie po swojemu, nie mając chęci aby wpływać na to wszystko?

Dobrym, odnośnikiem dla „osiągnięć” mogłoby być wprowadzenie kryterium „Porażki” i chwalenie się tym co przeżyliśmy, a co nie dawało nam raczej żadnej nadziei na lepsze jutro. Wtedy każdy chwaliłby się tym co w swoim życiu spieprzył, a w następstwie tych wydarzeń nie piznął sobie w łeb w wielkim finale swojego życia. Co innego, że ktoś uzna za osiągnięcie przeżycie całego okresu panowania rządów IVRP.

 

Od autora: Wypowiedź ta jest dość stara, choć nie pamiętam jej dokładnej daty. Zresztą pół roku opóźnienia to chyba nie tak wiele. Nigdy nie chciałem być polityczny, chociaż w tym tekście pokazałem poniekąd kawałeczki swojej natury. Podobno łatwiej jest krytykować aniżeli prawić komplementy.. Nie wiem nie znam się na tym, albo po prostu nie chcę zabierać głosu w tej dyspucie.. Jeżeli chciałby ktoś o tym porozmawiać albo ocenić moja wypowiedź to standardowo zapraszam na gg, skype bądź gdziekolwiek się znajduję. Każda uwaga jest cenna.. Dzięki.. To koniec..





.24

15 11 2007

Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Niebo nie przeistoczyło się w niebieskie sklepienie jak każdego dnia o poranku.. Z dotychczas jasnych chmur prześwitywały jedynie barwy brunatnego uniesienia. Słońce tego dnia nie wzeszło ponad widnokrąg, choć może wzeszło, lecz to co ukazało się ludziom nie było wcale podobne do świecącej kuli, której zadaniem było dawanie światła oraz ocieplanie jakże zimnego klimatu. Tego dnia o godzinie 7mej ponad ziemię wzeszło coś innego, coś co na pierwszy rzut oka przypominało stary wypalony kamień. Był on okrągły niczym piłka, choć w swojej strukturze przypominał starą pomarszczoną pomarańczę, z której już dawno zeszło życie. Tak więc tego dnia wszystko się zmieniło..

Ktoś wychodząc na boisko zauważył na niebie inny kształt – który szybował z wielką szybkością do naszej rodzimej planety. Owa osoba usłyszała przeciągły gwizd, który w ostateczności połączył się z wielkim wybuchem.. W promieniu kilkuset kilometrów dało się słyszeć skutki tej eksplozji. Parę dni później można było usłyszeć w telewizji czy choćby przeczytać w gazecie, że z nieba spadł Sputnik. Tak dokładnie ten Sputnik, o którym właśnie myślisz.. Z innych części świata dotarły szokujące wiadomości.. Na ziemi znaleziono także szczątki Miru, Apollo a także wielkiego Hubbla. Wszystko co krążyło wokół ziemi pewnego dnia na nią wróciło. Wróciło w płomieniach i z wielkim finalnym wybuchem..

Wielka synagoga z małej wioski (tak naprawdę nikt już nie pamięta jej nazwy) zaczęła niszczeć.. Dokładnie o godzinie 7mej. Z górnego sklepienia zaczęły urywać się fragmenty tynku, później całe cegły zaczęły opadać na jakże wtedy piękną marmurową posadzkę. Ściany zaczęły się walić ostatecznie tuląc się w betonowym uścisku na własnych zgliszczach..

W innej części świata, w części praktycznie nie zamieszkałej dokładnie o 7mej zapłonął wielki las. Miliony kilometrów kwadratowych spłonęły wydając z siebie niesłyszalny do tej pory wrzask, który odbijał się wielkim echem poprzez setki kilometrów..

Wielkie miasto, które znane było na całym świecie z blokowisk, które posiadało w swojej architekturze. Dokładnie o godzinie 7mej zaczęło ‘wyśpiewywać’ swoją pieśń. Pieśń, która składała się jedynie z kilkunastu odmian brzdęków jakie wydają pocierające się o siebie cegły. W przeciągu kilku (bądź też kilkunastu minut) wszystkie domy, bloki oraz jakiekolwiek znane dotychczas budynki owego miasta zrównały się z ziemią. Miasto, które dotychczas było w pewnym sensie święte, gdyż dotykało swoimi ‘ramionami’ nieba przeistoczyło się w zatrważającym tempie w wielki betonowy plac, na którym przechadzali się ludzie, szukający swojego miejsca..

Jednak nikomu nic się nie stało.. Nie było żadnych ofiar.. Może to wydać się zaskakujące ale podczas wielkich tragedii jakie działy się na każdym krańcu świata nikt nie został ranny. Dziwne zrządzenie losu? A może cała ta ‘globalna’ tragedia odgrywała swoją rolę jedynie w głowie jakiegoś nastolatka?

Tym (co prawda trochę apokaliptycznym) textem chciałbym podziękować pewnej osobie, osobie która wspierała mnie od samego początku. Kobiecie, która parę dni temu powiedziała mi ‘no kiedy w końcu coś napiszesz?’ Uwielbiam, gdy mnie poprawiasz i mówisz że coś jest kiepskie..

Z okazji Twoich zbliżających się urodzin chciałbym życzyć Ci samych miłych chwil, czasu na przeczytanie każdej książki świata, nieustannie rosnącej miłości do swojej drugiej połówki, ciągle świecącego słońca nawet w te gorsze dni oraz masy pasji, które będziesz rozwijała w każdej sekundzie swojego długiego życia..

Sto lat Kasiu..





Szafir

27 10 2007

Każdy poranek wygląda tak samo. Komórka o 9tej zaczyna szarpać moją pościel, a później drze się poprzez jakąś operową arię, której nigdy nie mogłem ujrzeć na własne oczy. Chętnie uścisnąłbym dłoń temu, który wymyślił opcje drzemki w budzikach. Tak więc kilkakrotnie ją wykorzystuję przedłużając tym samym mój sen nawet o pół godziny.. Ostatnio mam wielkie problemy z pobudkami, choć słyszałem że im człowiek starszy tym mniej snu potrzebuje – tak więc liczę na te czasy kiedy będę nareszcie wyspany po tych trzech godzinach..

Chciałbym znaleźć się w miejscu gdzie wszczepiają ludziom ten magiczny błysk w oczy. W takiej starej epickiej kuźni, z kowalem który przeciągle grzeje młotem w swoje zabytkowe kowadło.. W powietrzu unosiłby się zapach żarzącego się metalu, a woda parowałaby niczym podczas erupcji wulkanu. Byłaby tam pewna osoba, która sprawdzałaby ludzkie CV i dociekała czy mogą oni otrzymać tego jakże cennego prezentu – owego błysku w oczach. A czym on jest? hmm.. Wydaje mi się, iż stwarza on pewne pozory, pozory nierzeczywistości.. Człowiek, który posiadałby coś takiego, mógłby kierować ludźmi w sposób jakże oczywiście pozytywny..

No tak, ale przecież coś takiego nie istnieje (no chyba że się mylę), tak więc czekam na osobę która być może wynajdzie w moich oczach ten mistyczny dar.. Bo przecież ktoś kiedyś powiedział, że dla niektórych jesteśmy normalną jednostką, a dla innych bohaterami.. coś w tym stylu.. Zresztą nigdy nie miałem zbyt dobrej pamięci, aby zapamiętywać jakiekolwiek cytaty etc.

Jako, że ostatnio lecę na trendzie pisania o sobie, jakoś zagubiłem się w pisaniu głupot, które co niektórym przypadły do gustu. Bo przecież kto chciałby czytać o której godzinie wstaje.. Tak więc wszelka realizacja twórcza zaczęła nabierać swojego tempa (sam się zdziwiłem) i na nowo wkroczyła w stagnacje (uwielbiam to słowo).. Chyba na tym polega cały cykl pisarski – są dni z pomysłami i zajawą i są te bez. Ale.. wydaje mi się, iż nadchodzące miesiące stworzą coś konkretniejszego czym będę mógł pochwalić się szerszemu gronu.

Poza tym nie chciałbym zaniedbywać jakiejkolwiek sfery moich ‘projektów’, a przynajmniej tych jakże ważnych dla mnie. Więc myślę, że chyba dobrze byłoby czasem wrzucić coś bez polotu, ale może choć trochę z sensem.. Więc tak uczynię.

Coś mi się wydaje że już to kiedyś napisałem.. Albo może ktoś zapytał się co u mnie słychać, a ja odpowiedziałem mu podobnie, ale cóż jestem zarobiony, nie mam czasu i pojęcia o co w tym wszystkim chodzi..

Najdziwniejszy jest fakt, że pewnego dnia kładziesz się spać – na zewnątrz jest ciepło, a na drzewach są liście. Choć gdy się budzisz uznajesz, że temperatura obniżyła się bezlitośnie o te kilka(naście) stopni, a z drzew pozostały wyschnięte krzaki, które zarzuciły chodniki i ulice żółtą imitacją tego co podczas lata cieszyło swoim widokiem. A więc rodzi się pytanie – ‘O co w tym wszystkim chodzi?’ Znowu czas o mnie zapomniał i wyprzedził moją osobę w wyścigu o życie? Czy to już pora aby zapisać się na program typu Pogodna Jesień? Chyba nie odpowiem na tą zagadkę, gdyż nie mam pojęcia jaka jest odpowiedź, czy chociażby jak mogłaby wyglądać..

Przemyślenia typu ‘tornado’? Niestety tak, pomysły nie rodzą się w całości, potrzeba na nie czasu, choć ja przeznaczam go na inne sprawy, a do tej podchodzę bardziej impulsywnie..

Słyszałem, że gdy książka ma jakąkolwiek dedykację to znaczy że jest bardziej wartościowa – ciekawe czy to prawda, chociaż sam w to wątpię.. Poza tym to ja jestem sprawcą całego zamieszania w tym i owym, więc chciałbym zadedykować ten tekst, a także kilka dni z życia.. mojemu ‘towarzyszowi’, z którym próbuje ostatnio rozwikłać pewną zagadkę. Zagadkę tak tajemniczą jak śmierć Kurta Cobaina (a może i bardziej), która tkwi w zakamarkach duszy mojego nowo poznanego przyjaciela.. Szukamy pewnych pozorów i prawd, które mogą nakierować nas na właściwy tor w odszukiwaniu zaginionych lat życia.. John – bo o nim właśnie mowa – jest personą, na którą silnie oddziaływało społeczeństwo, tak silnie, że zmieniło w nim pewne wartości..

(..)





Kretes

18 10 2007

W ostatnich tygodniach rządził mną okres posuchy. Posuchy jeśli chodzi o przekazy myśli w formie książek. Choć miałem problemy z połączeniem się ze światem, starałem sie być na bieżąco. I byłem! Chodzi mi głównie o ludzi z którymi nie mogę mieć bezpośredniego kontaktu, a raczej z tymi którzy wytyczyli jakąkolwiek ścieżkę, którą na chwilę obecną po raz kolejny chce podążać.

Moje pliki worda oraz ten cholernie lubiany przeze mnie notatnik świeciły nieustanną bielością. Komp włączany był bardzo rzadko. Tylko rano, w celu odpalenia na nim foobara, który nie potrafił zadziwić mnie swoim pięknem.

No i stało się.. Znowu mnie ucywilizowali, dali magiczny kabelek, który może sprawić, że połączę się z obojętnie jaką osobą na świecie i przeprowadzę z nią dłuższą bądź też krótsza dysputę. Ale ja wcale nie chcę.. Nie chce mi się siedzieć przed kompem wklepując wyuczone zwroty, które mogą świadczyć jak bardzo jestem trendy (przy okazji muszę stwierdzić że owe zdanie nie ma na celu obrażania kogokolwiek).

Ostatnio stojąc na czerwonym świetle wpadłem na genialny (w pewnym sensie) pomysł. Napiszę o tym! O tak.. ale już tego nie pamiętam. Pamiętam jedynie, iż takowy pomysł jako pomysł był. A może był na dłuższą metę zły skoro go tak momentalnie zapomniałem? Sam już nie wiem co mam myśleć jeśli chodzi o niektóre rzeczy, które mnie otaczają.. Jedno jest pewne, niektóre wyuczone maniery nadal pozostały na swoim miejscu.. Niestety..

Dobra koniec narzekań.. Bo kiedyś sobie obiecaliśmy że nie będziemy narzekali. Nawet na pogodę, która wtedy była chyba dość dobra. Ale udało nam się! Nie narzekaliśmy.. Przynajmniej przez pewien czas. Chyba to był jeden z gorszych okresów w moim życiu.. A Ty jak to odebrałaś? Nie róbmy tego więcej, ok?

Zagubiając się w każdym fragmencie dnia mogłem odnaleźć wiele niezłych rzeczy. Niczym japoński film, który odkrywa się po kilkakrotnym obejrzeniu. Ale ostatnio na wszystko brakuje czasu.. Dosłownie..

Fajnie jest planować sobie cały tydzień, ale nie fajne jest już wywalanie z grafiku rzeczy, na które ma się ochotę, nawet tych ważnych. W tym tygodniu muszę wreszcie pojawić się na uczelni, zanim wystawią mi mentalny nagrobek z własnym nazwiskiem. Ciekawe z kim studiuję w tym roku. Z kim nowym bo wiele osób przecież znam..

Ojojoj – tak mawia mój szef gdy coś mu nie wychodzi. Nieźle to brzmi.. ale tylko czasami. Czasami nie dziwię się już tym paniom z supermarketów, które zabijały wchodzących klientów wzrokiem.. Czasami realia są męczące. Na tyle, że człowiek nie potrafi zebrać resztek sił. Nawet na to aby się uśmiechnąć.

Tygodnie lecą niczym galopujący struś na wyścigach gepardów, próbuje znaleźć sobie w każdym z nich jakiś cel. To też mi się udaje. Poznaje masę nowych ludzi, tych lepszych i gorszych, choć na chwilę obecną wszyscy byli lepsi..

Jest nieźle, czy mogłoby być lepiej? Pewnie że tak.. Będzie już za parę dni, kiedy wyobrażenia brutalnie skonfrontują się z rzeczywistością..

Fajnie byłoby gdybym na koniec wrzucił jakiś cytat, dodałoby to jakiejś mądrości całej tej jakże osobistej wypowiedzi.. Ale nic nie przychodzi mi do głowy. Ostatnio gadam sobie z Johnem. Opowiada mi o swoim życiu, którego nie pamięta. Jego historia jest piękna na swój jakże osobliwy sposób.

Jak mawiał pewien pisarz: „Gdy kończę pisać na dworze zawsze pada albo zanosi się na deszcz”. U mnie niestety nie pada, choć padało, rano..

Tak więc skoro dzisiaj bardziej osobiście to włączam system komentarzy do tej notki – może ktoś tym razem zamieni owy monolog na strzępki nikłej bezimiennej konwersacji – czego sobie z wielką nadzieją życzę..





For A

17 10 2007

Mówią, że świat jest mały.. Chociaż mamy tak daleko do siebie, nie potrafimy się odnaleźć, ale tylko na chwilę obecną.. Nie wiemy co przyniesie nam przyszłość. Mamy jeszcze wiele czasu przed sobą.. oczekiwanie zazwyczaj wzmaga apetyt, Apetyt na wspólne życie, oglądanie pasikoników w trawie oraz dotykanie porannej rosy..

Jeżeli bardzo się czegoś chce, to można to osiągnąć..

Ostatnio znowu nie potrafię spać, noc jest najgorsza, leży się w łóżku i wymyśla miliony scenariuszów na to co się przeżyło – co moglibyśmy zrobić inaczej oraz jakie byłyby tego następstwa. Do tego dochodzi wieczne rozważanie o przyszłości. Gdy nie mogę spać, leżę na łóżku patrząc w bezkres mojego wciąż białego dachu. Widze na nim twarze i wydarzenia, te które były oraz te, które serwuje mi mój umysł..

Czasem po prostu nie wytrzymuje.. Wstaje, wychodzę na dwór. Patrząc w niebo szukam nieścisłości.. Zawsze chcę dostrzec coś co jest przedstawione tylko dla mnie.. choć wiem, iż w tym samym momencie na świecie są tysiące takich samych osób jak ja.. One także nie potrafią spać, dręczą ich osobiste problemy, pewnie nawet poważniejsze niż te moje, możliwe że większości nie byłbym w stanie zrozumieć..

Ciekawi mnie czy kiedykolwiek się spotkaliśmy, możliwe że w tym samym czasie także Ty nie możesz spać..

Ty wiesz, iż napisałem to tylko dla Ciebie. Choć czasami warto ujawniać to co się na prawdę myśli. Zamieszczam to abyś odegrała w moim życiu kolejną scenę, tą która będzie bardziej dostępna dla innych..

Porozmawiajmy czasem o naszych słabościach, tych które sprawiają, iż czujemy się wyjątkowi, bardziej wyjątkowi aniżeli ludzie którzy nas otaczają..

Przyjedź, zobacz jak to wszystko wygląda z bliska, zinterpretuj swoje zdanie, zdanie, które bądź co bądź pokaże nam jaki na prawdę jest świat..

Wiem, że text jest stary ale..

Dedykuję go Tobie..





Złudzenia

5 09 2007

- Chyba już czas.. – ostatni raz zerkneła przez drzwi, w których stała, spojrzała na pustkę, która nie tylko ogarniała to stare pomieszczenie. Ze ścian „złaziła” farba, okien nie dało się domknąć. A jednak tliło się tu coś czego nigdy nie potrafiła zrozumieć – jakieś dziwne pojmujące uczucie..

..Zgasiła światło..

W mroku wszystko wyglądało bardziej przytulnie, ciemność wbiegała do pomieszczenia przez skrawki pustki znajdujące się w roletach.. Barwy gasły..

..Nie wytrzymała, rzuciła torbę, która dotychczas znajdowała się w jej ręku wprost do pomieszczenia..

- Na nowo sprobuje zrozumieć to miejsce – pomyślała..

Opisane Pomieszczenie jak i Ona są tylko swego rodzaju przenośnią do czegoś co na chwilę obecną znane jest tylko autorowi tego tekstu. Poruszcie wyobraźnią – znajdźcie własnych bohaterów tej historii..





Wybory

31 08 2007

- Pamiętasz to uczucie? To które jest tak ciężkie?
- Nie już go nie pamiętam, za dużo czasu minęło. Ostatni raz jest tak odległy, że wydaje się, iż miał miejsce w poprzednim życiu..
- No to chodź, pokażę Ci, przypomnę na nowo, odnajdziesz siebie w tym wszystkim
- Ale ja chyba nie chcę, chyba.. raczej nie chcę, na pewno..

No i poszedł, wiedział na co się decyduje, wiedział, że będzie cierpiał, ale chciał. Pomimo cierpień było trochę przyjemności, nawet więcej niż mogło mu się wydawać.. Ale i tak głównym daniem całego splendoru było cierpienie, którego na początku i tak nie mógł ogarnąć własnym umysłem..

Nasz bohater, zaginął gdzieś pomiędzy własnymi marzeniami, a tym co dyktowała mu podświadomość. Stracił głowę, dla rzeczy, osób wydarzeń, które wydawały mu sie najważniejsze.. Próbując zwieść siebie, że w każdej chwili może wrócić do dawnego planu..

Teraz stoi w miejscu, może zmienić swoje decyzje, może iść w inną stronę, ale tym samym może ratować swoje dotychczasowe położenie. Jak to jest stać na moście, który zaczyna płonąć? Nie wiedząc w którą stronę zacząć uciekać? A może każda droga jest zła, może i tak nie zdąrzy – W najlepszym wypadku spadając w przepaść albo paląc się żywcem na drewnianej kładce.. Czasem wiemy, iż robimy coś źle, jednak nadal dokonujemy końca naszego planu. Analizując całą sytuację doskonale wiem, że opisywana osoba kierowała się tym co w jej życiu było, jest i będzie najważniejsze. Kierowała się skrawkiem iluzji, która w pewnym sensie może istnieć, albo i nie – tego chyba nikt już nie wie.. Czasy go wyprzedziły, chyba nie potrafi się odnaleźć.. W sumie lubi być zagubiony, choć nie powinien być.

Tak więc bohater tej krótkiej histori musi czekać, sprawy pewnie rozwiążą się same, choć pewnie będzie miał mały wpływ na ich powodzenie bądź porażkę. Bezsilność jest jednym z najgorszych uczuć, które ktoś może odczuć. Tym bardziej jest to gorzkie gdy ta bezsilność kieruje się we własną stronę..





Delays

31 08 2007

Znowu gdzieś mnie porwali, zniknąłem na jakiś czas z życia – nawet co niektórzy pisali esy i dzwonili, aby upewnić się czy wszystko w porządku. Nie lubię wchodzić na tematy osobiste, choć ostatnio tylko takie dla mnie istnieją – niestety..

Gdy coś już napisze to text leży tygodniami, żebym go jeszcze raz sprawdził – po dłuższym czasie i tak to olewam i nie sprawdzam. A więc po raz kolejny nic nigdy nie jest dopracowane. Chciałbym w niedługim czasie wejść na scenę w pełni sił, wiedząc że miałem kilka nieudanych występów..





Korzenie

22 08 2007

Nie da się ukryć, iż jestem pasjonatem literatury dość znanego pisarza – nie będę go jednak reklamował, bo nie mam zamiaru w jakikolwiek sposób wykorzystywać jego nazwiska. Czytając jego dzieła bardzo często byłem pod wielkim wrażeniem stylu pisarskiego wyżej wymienionego pana, tak więc gdy do mojej osoby doszła wieść, że jego syn także napisał książkę byłem trochę zszokowany. No ale przecież to nie powinno wydawać mi się dziwne. Ktoś dorasta w domu, w którym ojciec nieustannie skrobie coś na maszynie do pisania. Nietrudno tu oczywiście aby młode pokolenie zaraziło się zajawkami własnych rodziców – no chyba że dostrzegam to z trochę innej strony.. Tak więc dorastając w klimacie ‘pisarskim’ musi zostać wywarty jakiś wpływ – bo jest możliwość, że talent mógł zostać odziedziczony. Ciekawi mnie oczywiście czy dzieci chłoną literaturę pisaną przez własnych rodziców. Tak więc, normalne iż czytelnicy będą porównywali ze sobą twórczość obu pokoleń – no bo przecież obie osoby są w pewnym sensie powiązane. I tutaj chyba dochodzimy do największej wady, gdy ma się za ojca sławnego pisarza. To właśnie te porównania, bo tak naprawdę ciężko jest niektórym zrozumieć, że syn nie musi być tak samo utalentowany jak jego ojciec, przecież na jego barkach nie spoczywa zadanie dokańczania misji zaczętej przez swojego poprzednika. Zatem bardzo dobrym sposobem było odebranie książki jako zbioru opowiadań bliżej nieznanego mi pisarza, który tym tomem debiutuje właśnie w światku pisarskim. Zrobiłem tak aby nie porównywać.. Dzięki takiemu podejściu mogłem cieszyć się lekturą, która – bądźmy szczerzy była dość nierówna – wymagała od czytelnika maksymalnego skupienia, gdyż każdy moment oderwania myśli sprawiał, iż opowiadanie gubiło się gdzieś w mojej głowie. Przy zachowaniu tych kilku reguł napawanie się odtworzonym przez autora światem było wielkim przeżyciem. Moim skromnym zdaniem uważam, iż w tej chwili kreuje się kolejny znakomity pisarz, którego będę doceniał w przyszłości – jeśli oczywiście będzie tworzył dalej umacniając się w rzemiośle pisarskim..

‘A w swoim rękawie chowała cały smutek świata’








Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.