Minęło parę dni, stres się nawarstwiał krocząc w fazę nieustannego delirium, którego pokonanie było nie lada problemem dla własnej świadomości. Zbliżająca się ‘godzina zero’ nieustannie pogarszała te odczucia, sprawiając tym samym dziwne uczucie, które często spotyka się w stanie upojenia alkoholowego. Jedyną myślą była chęć zachowania układu który będzie odpowiedzialny za zdolności logicznego myślenia w tych trudnych chwilach, no i oczywiście pewnej części układu motorycznego, który pozwoliłby na przejście tych kilku metrów i spoczęcie na tym strasznym krześle obitym płótnem w kolorze komunistów..
Z jednej strony czas leci cholernie szybko, z drugiej wlecze się jak kuśtykający włóczęga po trzech mocniejszych w przydrożnym barze.. Z jednej strony chce aby czas przesuwał się do przodu, tym samym próbując go zwolnić – neurotycznie gubiąc się w tym wszystkim.. Zasnąć i obudzić się konkretnego dnia, o dokładnie tej godzinie którą się wybrało, poza tym w czasie własnego snu, spełnić wszystkie cele które się założyło..
Brzmi dziwnie? Proponuje zapomnieć.. to i tak strzępy tego co miało być ale takim się nie stało, bo albo zabrakło czasu albo chęci, najczęściej i jednego i drugiego..