Każdy kiedyś dorósł – albo dopiero co dorośnie – do etapu w życiu, w którym będzie musiał się rozliczyć z rzeczami, które osiągnął do chwili obecnej. Dobrze byłoby, gdyby osiągnięcia te były łatwe do odczytania z naszego umysłu, coś w stylu złotego medalu na Mistrzostwach Świata w badmingtona. Ba, wtedy to nawet nie musielibyśmy o tym pamiętać, gdyż pamiętaliby o tym ludzie, którzy mijają nas na ulicy. Oczywiście to opcja na to że nasza gębą byłaby powszechnie rozpoznawana.
Ale na 99% jest inaczej. No chyba że się mylę. Choć mylić się jest rzeczą ludzka, uznajmy że tym razem pozostaje nieomylny. No więc jesteśmy zwykłymi szarakami, obywatelami nierozpoznawalnymi wśród tłumu przez ludzi, których nigdy nie widzieliśmy na oczy. A więc jesteśmy jednostkami, które w zaciszu własnych czterech ścian rozliczają się z własnego życia. Nikt nie pokaże nam krótkiego filmu w stylu „10 minut z życia Jacka Malocha”. Co będzie w takim razie naszym osiągnięciem? Oceniając świat poprzez pryzmat przeżytego życia – całe 23 lata – mogę wyciągnąć jakieś wnioski. A raczej jedynym wnioskiem jest brak sformułowanych wzorców oraz tez na wyżej postawione pytanie. Oceńmy życie na swój sposób: największym osiągnięciem pani Krystyny może być emerytura w wysokości 700 złotych, pan Staś natomiast będzie cieszył się z nowego Audi 80 o kolorze zgniłej wiśni. A Jerzy będzie żył z dojenia krów – i to będzie jego głównym życiowym osiągnięciem na miarę odkrycia antybiotyków. Z powyższego przykładu możemy śmiało zauważyć, że każdy traktuje życie na swój sposób i inaczej je ocenia. Ale co jeśli chodzi o osiągnięcia na szczeblu, na którym są oceniani wszyscy ludzie? Są nimi: doświadczenie oraz wykształcenie – przynajmniej te dwa chciałbym włączyć do tej dysputy. Szalenie ważne czynniki, które (niby) świadczą o człowieku, te dwa „słupki” mają za zadanie pnąć się jak najwyżej, wznosząc nas ponad inne jednostki. Ale co jeśli ktoś nie ma na to zajawki i po prostu żyje sobie po swojemu, nie mając chęci aby wpływać na to wszystko?
Dobrym, odnośnikiem dla „osiągnięć” mogłoby być wprowadzenie kryterium „Porażki” i chwalenie się tym co przeżyliśmy, a co nie dawało nam raczej żadnej nadziei na lepsze jutro. Wtedy każdy chwaliłby się tym co w swoim życiu spieprzył, a w następstwie tych wydarzeń nie piznął sobie w łeb w wielkim finale swojego życia. Co innego, że ktoś uzna za osiągnięcie przeżycie całego okresu panowania rządów IVRP.
Od autora: Wypowiedź ta jest dość stara, choć nie pamiętam jej dokładnej daty. Zresztą pół roku opóźnienia to chyba nie tak wiele. Nigdy nie chciałem być polityczny, chociaż w tym tekście pokazałem poniekąd kawałeczki swojej natury. Podobno łatwiej jest krytykować aniżeli prawić komplementy.. Nie wiem nie znam się na tym, albo po prostu nie chcę zabierać głosu w tej dyspucie.. Jeżeli chciałby ktoś o tym porozmawiać albo ocenić moja wypowiedź to standardowo zapraszam na gg, skype bądź gdziekolwiek się znajduję. Każda uwaga jest cenna.. Dzięki.. To koniec..