Marzyciel na dropsach

8 08 2007

Kolejny tydzień mija.. Nieustanne naprawianie mojego życia wkroczyło w fazę mentalnej stagnacji, której niestety na chwilę obecną nie jestem w stanie ruszyć. Chociaż uznając pewne fakty, oraz zdarzenia, które nastąpiły lawinowo, muszę przyznać, że chyba uda mi się zrealizować swój, jakże ‘misterny’ plan. Nie jest to tak, że wszystko pozostawiam bez ingerencji, wprost przeciwnie, cały czas staram się aby załatwić pewne sprawy w jak najszybszym czasie.. Nie mam ochoty zdradzać szczegółów moich ‘projektów’ bo to chyba niepotrzebne – i tak będą liczyły się wyniki, które bardzo łatwo można będzie zaobserwować za dłuższy/bliższy okres czasu..

..tyle

Napewno się uda – jakże mogłoby być inaczej?

..

Nie pisze, bo nie mam czasu, głosy w głowie nie przemawiają tak jasno jak kiedyś, a na dworzu jest tak strasznie gorąco..





Sztuka dla sztuki?

28 07 2007

Wiadomo ze w Polsce jakoś mało jest indywidualności, niekoniecznie w każdej dziedzinie życia – chodzi mi tutaj o dziedziny, które sam znam. Te dziedziny, które poruszyli pewni ‘krytycy’, których miałem sposobność poznać, usłyszeć, przeczytać. Według ’specjalistów’, nowe pokolenie najczęściej kseruje swoje wzorce, które obrali. Choć w tym wielkim chaosie, czy też mówiąc inaczej w szarej masie, można dostrzec kogoś kto pragnie ubarwić odbiorcy własny przekaz. Osoby, które nie ida na łatwiznę, zdobywając sławę na odnawianiu czyichś pomysłów. Bo tłum przyzwyczaił się do tego co lubi, a jeśli ktoś odnowi stary pomysł to raczej będzie on w pewnym procencie skazany na sukces. Łatwy sukces? Tak myślą Ci którzy go pragną. Inną sprawą jest fakt, iż w Polsce wykształciła się pewna grupa ludzi, która głodna jest innowacji. Niemalże bardzo ciężko jest zbudować od podstaw własny autorytet. Przebijając się przez tłum, który niemalże jest ślepy nowatorszczyzny. Konkurencja jest duża, choć będzie coraz większa. Wielkim sukcesem jest sama idea zbudowania sobie stałej publiczności, drugą trudnością może okazać się fakt jej wierności wobec danej osoby. Oczywiście nie wspominam tutaj o jakimkolwiek spadku formy naszego mistrza, tworzy on swoje dzieła conajmniej tak samo prestiżowe jak te poprzednie, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że każdy następny projekt prześciga swoją doskonałością formy swojego poprzednika. Byłby to oczywiście artysta idealny. Mając takiego, napewno znajdzie się ktoś kto podąży jego śladem, zakreślając tym samym koło, będzie go w pewnej mierze kserował.

I tutaj z mojej strony rodzi się wielki podziw dla pewnej osoby. Osoby która ma własną wizję, często ją zmienią, bo tak naprawdę poprzez eksperymenty możemy dojść do sedna całej idei własnych zajawek. Wizja nie jest może na wszelkie tematy, choć dotyka tych, które przez ostatni czas potrafiły mnie zaintrygować. Zawsze będę jego fanem, bo tak naprawdę trochę się rozumiemy, znamy się dłuższy czas i mamy podobne zajawki. Najważniejsze jest to że znalazł on kilka (słowo kilka to stanowczo za mało) osób, które potrafią go docenić, zmobilizować oraz pochwalić (a często jest za co). Czasem sam nie wierzył w swój talent, mówiąc że już nie zrobi czegoś tak dobrego jak dotychczas, oczywiście było to lekkim niedowierzaniem własnym umiejętnościom. Minął jakiś czas (zazwyczaj krótszy) a ‘atakował’swoich fanów nowym dziełem, które zwyczajnie porażało odbiorcę. Lubię się nim chwalić – niby to zły zwyczaj jak mawiają niektórzy ludzie – ale gdyby ktokolwiek był na moim miejscu to postąpiłby podobnie. Zresztą on odpowiadając na pytanie kim jest jego ulubiony artysta, na pierwszym miejscu wymienia siebie (‘Ja sam’), dopełniając swoją wypowiedź kilkoma innymi inspirującymi go osobami. Czy to rodzaj samouwielbienia? A może ktoś działa poprzez niego robiąc to wszystko? Ktoś kogo on sam podziwia? Może to poprostu kryptoreklama, bo w dobie rosnącego współzawodnictwa trzeba być trochę samolubnym i afiszować się z własną osobowością.. Nie mi to oceniać, tak samo jak oceniania jego prac pod kątem technicznym. Poprostu podoba mi się to co robi – tyle mi wystarczy..

Po raz kolejny się nim pochwalę używając zdania, które często wymawia – ‘someone draw someart





ctrl + x

27 07 2007

Minęło parę dni, stres się nawarstwiał krocząc w fazę nieustannego delirium, którego pokonanie było nie lada problemem dla własnej świadomości. Zbliżająca się ‘godzina zero’ nieustannie pogarszała te odczucia, sprawiając tym samym dziwne uczucie, które często spotyka się w stanie upojenia alkoholowego. Jedyną myślą była chęć zachowania układu który będzie odpowiedzialny za zdolności logicznego myślenia w tych trudnych chwilach, no i oczywiście pewnej części układu motorycznego, który pozwoliłby na przejście tych kilku metrów i spoczęcie na tym strasznym krześle obitym płótnem w kolorze komunistów..

Z jednej strony czas leci cholernie szybko, z drugiej wlecze się jak kuśtykający włóczęga po trzech mocniejszych w przydrożnym barze.. Z jednej strony chce aby czas przesuwał się do przodu, tym samym próbując go zwolnić – neurotycznie gubiąc się w tym wszystkim.. Zasnąć i obudzić się konkretnego dnia, o dokładnie tej godzinie którą się wybrało, poza tym w czasie własnego snu, spełnić wszystkie cele które się założyło..

Brzmi dziwnie? Proponuje zapomnieć.. to i tak strzępy tego co miało być ale takim się nie stało, bo albo zabrakło czasu albo chęci, najczęściej i jednego i drugiego..





Hille sai

16 07 2007

No i jest – narodził się, może nie tak jak legendarny Fenix odradzający się wprost z popiołów, choć jego nadejście było w pewnym sensie bardzo oczekiwane przez moją osobę. Wielkie powitanie, owacje na stojąco i szampan? Raczej nie.. To nie ta liga, gdy ludzie wiwatują wstając z zajmowanych dotychczas miejsc, gdy kobiety rzucają sie na szyję itp. Tutaj wystarczy tylko zdziwienie w oczach czytającego oraz wyrażenie jakiegokolwiek podziwu poprzez indywidualny wydźwięk własnej osoby.

A więc po co to wszystko? Płynąc na fali medialnego szumu pewnej społeczności, zapatrując się we własnych idoli, pewnego dnia postanawiając coś zrobić. Coś co napewno będzie czymś nowym, zajmującym czas i stanowiącym nowe odkrycia, coś bardziej dla siebie aniżeli dla innych – przecież inni się nie liczą, inni którzy nie wiedzą o co chodzi. Ta wąska grupa osób ‘zaangażowanych’ tak naprawdę orientuje się w każdej drobnostce.. Mając za dużo wolnego czasu, za dużo myśli które sprawiają że świat zamyka się w jednym temacie – człowiek potrafi oszaleć, w takich momentach szuka alternatyw, które sprawią, że na nowo będzie czuł się spełniony chociażby przez jakiś czas – finalnie zarzucając własne projekty.. Wybierając każda ewentualną, ścieżkę rozwoju własnej kreatywności – odrzucamy rozwiązania, które nie podobają się autorowi. Oczywiście ostateczną opcją powinna być taka, która wydaje się być najidealniejsza, najkonkretniejsza i najbardziej przyjazna; niestety nie zawsze tak może być, tak też jest w tym momencie, gdyż ten projekt został stworzony na krótką metę, choć nic nigdy nie jest przesądzone..

Zobaczymy co stanie się tym razem..